Online Read Free Novel
  • Home
  • Romance & Love
  • Fantasy
  • Science Fiction
  • Mystery & Detective
  • Thrillers & Crime
  • Actions & Adventure
  • History & Fiction
  • Horror
  • Western
  • Humor

    Someone new

    Page 26
    Prev Next


      Julian zatrzymał się przy drzwiach. Nie uśmiechał się już, więc jego piękna twarz zrobiła

      się poważna. Nic nie mówił, tylko przyglądał mi się uważnie wzrokiem, który sięgał aż do głębi.

      Serce zaczęło mi bić szybciej i zaschło mi w ustach. A jeśli on czuje to samo co ja?

      – Dzięki, Micah. – Na dźwięk jego głosu poczułam dreszcze.

      – Czy to nie ja powinnam ci dziękować?

      Potrząsnął głową.

      – Wiem, co dla mnie zrobiłaś. Rzeczywiście potrzebowałem takiej odskoczni. Uratowałaś

      ten dzień.

      Nachylił się i przez moment myślałam, że chce mnie pocałować. Jego wargi nie dotknęły

      jednak moich ust, tylko musnęły policzek. Mimo to poczułam gorąco w całym ciele.

      Rozprzestrzeniło się błyskawicznie, poruszało każdy nerw. Na moment zapomniałam nawet, jak

      się oddycha. Zarost Juliana drapał mi skórę, a jego zapach wydał mi się tak kuszący jak zapach

      gorącej czekolady.

      – Dziękuję – wyszeptał jeszcze raz tuż obok mojego ucha i zorientowałam się, że znowu

      się pomyliłam. Może jednak „miłość” to było dokładnie to słowo, o którym powinnam pomyśleć.

      Rozdział 18

      – Mam! – krzyknęłam, stawiając na nogi cały sklep.

      Ludzie odwracali głowy w moim kierunku, a pewna starsza pani spojrzała na mnie

      z przerażeniem. Oburzona kręciła głową, jakbym była jednym z jej największych życiowych

      rozczarowań.

      – Gdzie? Gdzie? Gdzie? – Aliza natychmiast podbiegła do mnie. Wyrwała mi z ręki

      czasopismo, które właśnie wyjęłam ze stojaka. Pospiesznie przejrzała spis treści i kartkowała

      strony, dopóki nie znalazła tego, czego szukała.

      Schyliłam się i też wzięłam egzemplarz najnowszego „Cooking Delicious Magazine”. Na

      okładce było zdjęcie szklanek wypełnionych kolorowymi koktajlami, a dookoła widniały liczne

      tytuły i napisy. Jeden z nich brzmiał: Blogi kulinarne – nowa generacja kucharzy.

      Otworzyłam czasopismo na artykule i w ośmiostronicowym dodatku szukałam wpisu na

      temat Alizy. Stała obok mnie bez słowa i czytała w skupieniu. Ja zrobiłam to samo i z każdą

      chwilą czułam narastającą dumę. Aliza naprawdę zrobiła wrażenie na reporterce, ale nie było

      w tym nic dziwnego. Wywiad czytało się wspaniale. Odpowiedzi Alizy były rzeczowe

      i profesjonalne, ale wydawała się przy tym również bardzo sympatyczna, także na zdjęciach. Od

      razu chciało się ją poznać i zjeść z nią kawałek jej ulubionego ciasta.

      Skończyła przede mną i kiedy czytałam ostatnie akapity, czułam, że mi się przygląda. Jej

      nerwowa radość była tak zaraźliwa, że miałam wrażenie, że pod moimi wilgotnymi palcami

      papier zaczyna falować. W końcu spojrzałam w jej błyszczące z podekscytowania oczy.

      – I?

      – Nie wiem, co powiedzieć. – Uśmiechnęłam się. – A ty jesteś zadowolona? – zapytałam,

      bo to było najważniejsze. Aliza zastanowiła się przez chwilę, a potem zdecydowanie kiwnęła

      głową. Kreolki w jej uszach poruszały się do taktu.

      – Tak. Skrócili kilka moich wypowiedzi, ale można się było tego spodziewać. W końcu

      ten dodatek nie jest tylko o mnie.

      – Ale może powinien być. Świetnie wypadłaś.

      Na twarzy Alizy pojawił się szeroki uśmiech.

      – Tak sądzisz?

      Kiwnęłam głową.

      – Możesz być z siebie dumna. W każdym razie ja jestem.

      – Dzięki, Micah.

      Kiedy nachyliła się, by mnie objąć, miałam wrażenie, że w jej oczach błyszczą łzy.

      Odwzajemniłam uścisk, przy czym wydałam się sama sobie niska. Miałam na nogach zwykłe

      sneakersy, a Aliza buty na wysokim obcasie, w których była ode mnie wyższa o pół głowy.

      Potem kupiłyśmy wszystkie egzemplarze „Cooking Delicious Magazine”. Aliza chciała

      mieć jeden dla siebie, jeden dla rodziców, a kilka podpisać i przeznaczyć na nagrody dla fanów

      bloga.

      Potem wybrałyśmy się do Wild Olive. Było już dosyć późno i miałyśmy mało czasu przed

      następnymi zajęciami, ale byłyśmy głodne i miałyśmy powód do świętowania.

      – Za ciebie – powiedziałam, kiedy Kimberly przyniosła nam dwie szklanki z lemoniadą. –

      I za twój sukces. Mam nadzieję, że nie będzie na tyle duży, żebyś rzuciła prawo i zostawiła mnie

      tu samą.

      – Nawet nie przyszłoby mi to do głowy. To raczej ty najpierw rzucisz studia albo

      przynajmniej zmienisz kierunek. – Spojrzała na mnie znacząco. Opowiadałam jej, jak bardzo

      podobało mi się rysowanie aktu na zajęciach u profesora Hopkinsa i o jego propozycji, bym

      przychodziła tam regularnie.

      – Chyba tak – przyznałam. – Dzisiaj jednak nie chodzi o mnie, tylko o te skarby.

      Pogłaskałam stos czasopism, który leżał obok nas na stole, i podniosłam szklankę, wznosząc

      toast: – Za twój blog. Żebyś przyniosła mi jeszcze wiele babeczek. Cheers.

      – Cheers – odpowiedziała Aliza i stuknęłyśmy się szklankami.

      Wkrótce Kimberly przyniosła nam obiad. Rozłożyliśmy jeden egzemplarz „Cooking

      Delicious Magazine” i rozmawiałyśmy o artykułach i zdjęciach innych blogerów. Oni też dobrze

      wypadli w wywiadach, ale Aliza biła ich wszystkich na głowę, przynajmniej w moich oczach.

      – Micah? – usłyszałam za plecami jakiś głos, który zarazem brzmiał dla mnie obco

      i znajomo.

      Odwróciłam się i ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam obok stołu Samanthę. Nie

      widziałam jej od wizyty w Bright Canopy. Miała na sobie letnią sukienkę, trzymała w rękach

      torbę z logo White Olive, jakby właśnie odbierała obiad.

      – Samantha – przywitałam się z nią i wstałam. Przez moment zastanawiałam się, czy

      uścisnąć jej rękę, ale zdecydowałam się ją objąć, co serdecznie odwzajemniła. – Jak się masz?

      – Dobrze, kochana. A ty?

      – Dziękuję, ja też dobrze. To moja przyjaciółka Aliza.

      – Miło cię poznać – powiedziała Samantha i uśmiechnęła się do Allizy, a potem spojrzała

      na rozłożone czasopismo i stos „Cooking Delicious Magazine”. Pytająco uniosła brwi.

      – Aliza prowadzi blog i udzieliła wywiadu – wyjaśniłam i jak dumna matka sięgnęłam po

      otwarte czasopismo, żeby pokazać jej odpowiednią stronę.

      Samantha spojrzała uważnie.

      – To znakomicie. Gratulacje.

      Aliza uśmiechnęła się z zakłopotaniem.

      – Dziękuję.

      – A więc lubisz gotować? – zapytała Samantha i podeszła bliżej stołu.

      – Tak, od dziecka.

      – Prowadziłaś już kiedyś jakiś kurs?

      – Nie, jeszcze nie, ale chodziłam na kilka.

      – A może chciałabyś uczyć innych?

      – Nie wiem. – Aliza wzruszyła ramionami. – Może.

      – Prowadzę centrum dla młodzieży i ciągle szukamy ochotników, którzy mogliby coś tym

      młodym ludziom dać. Na pewno niektórzy z nich byliby zainteresowani kursem gotowania.

      Zwłaszcza z kimś takim jak ty. Wiesz, z kimś, kto zna się na tych wszystkich internetowych

      sprawach – powiedziała Samantha, jakby sama miała ponad osiemdziesiąt lat, a nie dopiero

      pięćdziesiąt.

      – Zastanowię się.

      – Bardzo bym się cieszyła. Micah ma mój numer. Prawda?

      Kiwnęłam głową i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zapytać:

      �
    �� Masz jakieś wieści o Adrianie?

      Wesoły uśmiech Samanthy zniknął.

      – Niestety nie, kochana. Zadzwoniłabym do ciebie.

      – Szkoda, ale on przecież wróci. – Uśmiechnęłam się z przymusem, zdecydowana

      pozostać w dobrym humorze. Dzisiaj był piękny dzień i nie pozwolę sobie go odebrać przez

      egoizm Adriana.

      – Wróci – zapewniła Samantha pokrzepiającym tonem. – I pomyśl o mojej propozycji.

      Zawsze możesz do nas wpaść, gdy będziesz czuła taką potrzebę. Każdy jest u nas mile widziany.

      – Dzięki – odparłam. Ostatnio odrzuciłam w myślach jej propozycję, ale tym razem

      zaczęłam się nad nią poważnie zastanawiać.

      – Chcesz z nami usiąść? – Wskazałam wolne krzesło obok mnie.

      – Chciałabym, ale nie mogę. Praca czeka.

      – Szkoda, no ale przecież jeszcze się zobaczymy. Smacznego.

      – Dziękuję. Miłego dnia. – Objęła mnie jeszcze raz i na pożegnanie kiwnęła głową Alizie.

      Potem patrzyłyśmy, jak wychodzi z Wild Olive.

      – Skąd ją znasz? – zapytała Aliza. Wzięła do ust szklaną słomkę, którą włożono do

      napoju, i wypiła łyk lemoniady.

      Zjadłam kawałek zapiekanki z bakłażana, która już zdążyła wystygnąć.

      – Z centrum młodzieży, pracuje tam.

      – Okej.

      Z jej tonu wywnioskowałam, że chciałaby usłyszeć coś więcej.

      Zawahałam się i by zyskać na czasie, wzięłam jeszcze kawałek zapiekanki. Aliza nie

      znała historii o Adrianie, naszych rodzicach i o mnie. To nie jest temat, o którym chętnie się

      mówi w pierwszych dniach znajomości. Ale zdążyłyśmy się już dobrze poznać i było mi przykro,

      że trzymam przed nią w tajemnicy tak dużą część mojego życia, więc powiedziałam jej prawdę.

      Że Adrian jest gejem i że uciekł z domu. Że z tego powodu wyprowadziłam się z willi rodziców

      i że szukając Adriana, poznałam Samanthę, która pomaga mi go szukać. Dobrze było wyrzucić

      z siebie to wszystko i wiedzieć, że w przyszłości nie będę już musiała omijać tego tematu. Nie

      będę już musiała kłamać, kiedy znowu pójdę do muzeum architektury nowoczesnej szukać

      Adriana. Nie będę już musiała wciskać Alizie kitu, kiedy po ostatnich zajęciach znowu ruszę

      w miasto na obchód jego ulubionych miejsc.

      – Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? – zapytała, kiedy skończyłam.

      Wzruszyłam ramionami.

      – Dopiero co się poznałyśmy i nie wiedziałam, jak zareagujesz. Poza tym nie chciałam,

      żebyś źle myślała o mnie albo o mojej rodzinie.

      Wprawdzie na razie sama nie miałam najlepszego zdania o rodzicach, ale to było co

      innego.

      – Nigdy bym tego nie zrobiła – zapewniła. – Mogę ci jakoś pomóc? Mogę zamieścić

      zdjęcie Adriana w moich stories. Albo na Twitterze. Ludzie cały czas to robią.

      Potrząsnęłam głową. To była kusząca propozycja, zwłaszcza biorąc pod uwagę zasięgi

      Alizy, ale nie chciałam aż tak bardzo upubliczniać wizerunku Adriana. Może gdy będę już

      całkowicie zrozpaczona i wyczerpię wszystkie inne możliwości, ale do tego, mam nadzieję, nie

      dojdzie. Poza tym tego wieczoru miałam jeszcze iść na koncert Cruel Aero.

      Adrian nie przyszedł.

      Dwie godziny czekałam przed halą w deszczu, potem podczas występu rozglądałam się

      po stłoczonych ludziach i w końcu kolejną godzinę stałam na zimnie, żeby go nie przegapić.

      Krótko przed północą podszedł do mnie nawet lider zespołu i zapytał, czy wszystko w porządku

      i czy chcę autograf. Nie chciałam być nieuprzejma, więc poprosiłam o autograf i dopisek „dla

      Adriana”. Na koniec wysłałam mu zdjęcie autografu, ale dotychczas nie odpowiadał i przeczucie

      podpowiadało mi, że tym razem też nie zareaguje.

      Przez całe sobotnie przedpołudnie miałam z tego powodu kiepski humor, aż w końcu

      pojechałam do cukierni i wykupiłam chyba z połowę asortymentu. Siedziałam teraz z Cassie na

      sofie i próbowałam tego wszystkiego, czekając, aż Lilly przyprowadzi Lincolna. Przygotowałam

      na wieczór całą masę zabaw i ściągnęłam kilka bajek, które według internetu nadawałyby się dla

      trzylatka.

      – Dasz mi jeszcze kawałek tortu z piankami? – zapytała Cassie. Nadal kiepsko radziła

      sobie z zagipsowaną nogą, w związku z czym od wypadku tylko kilka razy była w koledżu. Zbyt

      kłopotliwe było dla niej poruszanie się po kampusie, a jej program studiów umożliwiał uczenie

      się większości rzeczy w domu.

      Podałam jej talerz z tortem.

      – Kiedy w końcu zdejmują ci gips?

      – W przyszłym tygodniu. Dokładnie w moje urodziny.

      – Masz urodziny w przyszłym tygodniu? – zapytałam zdziwiona. Czemu o tym nie

      wiedziałam?

      – Tak. Nie dostałaś zaproszenia?

      Pokręciłam głową i posadziłam sobie Laurence’a na kolanach. Już od jakiegoś czasu

      krążył wokół sofy z nadzieją, że dostanie jakiś kąsek.

      Między brwiami Cassie pojawiła się zmarszczka.

      – Auri miał ci zanieść.

      – Masz na myśli prawdziwe zaproszenie? – zapytałam. – Na papierze?

      Kiwnęła głową i wskazała widelcem na swoją nogę.

      – Mam teraz bardzo dużo czasu. Napisałam zaproszenia ręcznie na papierze z recyklingu,

      który osmaliłam i zapieczętowałam czerwonym woskiem.

      – Bardzo stylowo.

      – To będzie impreza w średniowiecznym stylu połączona z nocowaniem w lesie –

      powiedziała Cassie i podniosła do ust kawałek tortu. – Dlatego odbędzie się poza miastem.

      Rozstawimy namioty. Moi przyjaciele zaplanowali pokaz ogni i będzie grill. Przyjdziesz,

      prawda?

      – Jasne, za nic bym tego nie przegapiła. Mam coś przynieść?

      – Tylko siebie i to, co potrzebujesz na noc. Przebranie obowiązkowe.

      – To oczywiste. – Nie miałam żadnych ubrań w średniowiecznym stylu, ale na pewno

      znajdę coś, dzięki czemu nie popadnę w niełaskę. – Julian też będzie?

      Na twarzy Cassie pojawił się znaczący uśmiech, a jej oczy rozbłysnęły z ciekawości.

      – Spędzacie razem dużo czasu…

      Nie wiedziałam, czy mam się głupkowato uśmiechnąć czy westchnąć z frustracją. Każda

      chwila, w której nie myślałam o Adrianie, była zajęta przez Juliana. Jeśli nie roztrząsałam

      właśnie swoich uczuć do niego, to analizowałam jego propozycję chodzenia razem na zajęcia do

      Hopkinsa.

      – Pomaga mi przy mieszkaniu.

      – A pomaga ci też przy czymś innym? – Cassie zatrzepotała brwiami.

      – Nie. Niestety nie.

      Cassie chyba poczuła moje rozczarowanie.

      – Dlaczego nie?

      Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na Laurence’a, który leżał na moich kolanach

      zwinięty w kulkę i cicho mruczał. Próbowałam znaleźć odpowiednie słowa, by opisać Cassie, co

      się właściwie dzieje między mną a Julianem. To, co mieliśmy, byłoby idealne, gdyby nie mur

      tajemnic, który zbudował wokół siebie.

      Na szczęście z konieczności odpowiadania na to pytanie uratował mnie Auri, który w tym

      właśnie momencie otworzył drzwi. Pokój natychmiast wypełniło jego postękiwanie. Skóra

      błyszczała mu od potu, a ubrania miał mokre od biegania i przypuszczalnie od jakichś ćwiczeń na

      boisku.

      – Cześć – przywitał się, cięż
    ko dysząc. Zdjął z ramienia pulsomierz i obejrzał resztki

      tortowego przyjęcia, które urządziłyśmy sobie z Cassie. Cały stół w salonie był zastawiony

      nadgryzionymi kawałkami ciasta.

      – Wybieracie ciasto na twoje urodziny?

      – Właściwie…

      – Oczywiście – przerwała mi Cassie. – Chcesz spróbować?

      Auri zrzucił buty i podszedł do nas, ale nie usiadł na sofie. Laurence podniósł głowę

      i patrzył na niego z wyczekiwaniem. Auri natychmiast posłuchał tej milczącej prośby i podrapał

      kota za uchem.

      – Jasne, a po co przebiegłem właśnie szesnaście kilometrów?

      Cassie podała mu swój widelec.

      Włożył go do ust i zlizał ciasto, nie spuszczając Cassie z oczu. Wytrzymała to spojrzenie

      i nagle jego ciało zaczęło emanować ciepłem, które nie brało się tylko z odbytego wcześniej

     


    Prev Next
Online Read Free Novel Copyright 2016 - 2026