Online Read Free Novel
  • Home
  • Romance & Love
  • Fantasy
  • Science Fiction
  • Mystery & Detective
  • Thrillers & Crime
  • Actions & Adventure
  • History & Fiction
  • Horror
  • Western
  • Humor

    Here

    Page 4
    Prev Next


      pociecho moja czarna, rozśpiewana kłodo.

      ELLA IN HEAVEN

      She prayed to God

      with all her heart

      to make her

      a happy white girl.

      And if it's too late for such changes,

      then at least, Lord God, see what I weigh,

      subtract at least half of me.

      But the good God answered No.

      He just put his hand on her heart,

      checked her throat, stroked her head.

      But when everything is over—he added—

      you'll give me joy by coming to me,

      my black comfort, my well-sung stump.

      VERMEER

      Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum

      w namalowanej ciszy i skupieniu

      mleko z dzbanka do miski

      dzień po dniu przelewa,

      nie zasługuje Świat

      na koniec świata.

      VERMEER

      So long as that woman from the Rijksmuseum

      in painted quiet and concentration

      keeps pouring milk day after day

      from the pitcher to the bowl

      the World hasn't earned

      the world's end.

      METAFIZYKA

      Było, minęło.

      Było, więc minęło.

      W nieodwracalnej zawsze kolejności,

      bo taka jest reguła tej przegranej gry.

      Wniosek banalny, nie wart już pisania,

      gdyby nie fakt bezsporny,

      fakt na wieki wieków,

      na cały kosmos, jaki jest i będzie,

      że coś naprawdę było,

      póki nie minęło,

      nawet to,

      że dziś jadłeś kluski ze skwarkami.

      METAPHYSICS

      It's been and gone.

      It's been, so it's gone.

      In the same irreversible order,

      for such is the rule of this foregone game.

      A trite conclusion, not worth writing

      if it weren't an unquestionable fact,

      a fact for ever and ever,

      for the whole cosmos, as it is and will be,

      that something really was

      until it was gone,

      even the fact

      that today you had a side of fries.

      NIEOBECNOŚĆ

      Niewiele brakowało,

      a moja matka mogłaby poślubić

      pana Zbigniewa B. ze Zduńskiej Woli.

      I gdyby mieli córkę—nie ja bym nią była.

      Może z lepszą pamięcią do imion i twarzy,

      i każdej usłyszanej tylko raz melodii.

      Bez błędu poznającą który ptak jest który.

      Ze świetnymi stopniami z fizyki i chemii,

      i gorszymi z polskiego,

      ale w skrytości pisującą wiersze

      od razu dużo ciekawsze od moich.

      Niewiele brakowało,

      a mój ojciec mógłby w tym samym czasie poślubić

      pannę Jadwigę R. z Zakopanego.

      I gdyby mieli córkę—nie ja bym nią była.

      Może bardziej upartą w stawianiu na swoim.

      Bez lęku wskakującą do głębokiej wody.

      Skłonną do ulegania emocjom zbiorowym.

      Bezustannie widzianą w kilku miejscach na raz,

      ale rzadko nad książką, częściej na podwórku,

      jak kopie piłkę razem z chłopakami.

      Może by obie spotkały się nawet

      w tej samej szkole i tej samej klasie.

      Ale żadna z nich para,

      żadne pokrewieństwo,

      a na grupowym zdjęciu daleko od siebie.

      Dziewczynki, stańcie tutaj

      —wołałby f otograf—

      ABSENCE

      A few minor changes

      and my mother might have married

      Mr. Zbigniew B. from Zduńska Wola.

      And if they'd had a daughter—she wouldn't have been me.

      Maybe with a better memory for names and faces,

      and any melody heard once.

      Adept at telling one bird from another.

      With perfect grades in chemistry and physics,

      and worse in Polish,

      but secretly writing poems

      instantly more interesting than mine.

      A few minor changes

      and my father might at that same time have married

      Miss Jadwiga R. from Zakopane.

      And if they'd had a daughter—she wouldn't have been me.

      Maybe standing her ground more stubbornly.

      Plunging headfirst into deep water.

      Susceptible to group emotions.

      Always seen in several spots at once,

      but rarely with a book, more often in the yard

      playing kickball with the boys.

      They might even have met

      in the same school, the same room.

      But not kindred spirits,

      no affinities,

      at opposite ends of class photos.

      Stand here, girls

      —the photographer would call—

      te niższe z przodu, te wyższe za nimi.

      I ładnie się uśmiechnąć, kiedy zrobię znak.

      Tylko jeszcze policzcie,

      czy jesteście wszystkie?

      —Tak, proszę pana, wszystkie.

      shorter girls in front, tall girls behind.

      And big smiles when I say cheese.

      But one more head count,

      that's everyone?

      —Yes sir, that's all.

      WYPADEK DROGOWY

      Jeszcze nie wiedzą,

      co pół godziny temu

      stało się tam, na szosie.

      Na ich zegarkach

      pora taka sobie,

      popołudniowa, czwartkowa, wrześniowa.

      Ktoś odcedza makaron.

      Ktoś grabi liście w ogródku.

      Dzieci z piskiem biegają dookoła stołu.

      Komuś kot z łaski swojej pozwala się głaskać.

      Ktoś p łacze—

      jak to zwykle przed telewizorem,

      kiedy niedobry Diego zdradza Juanitę.

      Słychać p ukanie—

      to nic, to sąsiadka z pożyczoną patelnią.

      W głębi mieszkania dzwonek telefonu—

      na razie tylko w sprawie ogłoszenia.

      Gdyby ktoś stanął w oknie

      i popatrzył w niebo,

      mógłby ujrzeć już chmury

      przywiane znad miejsca wypadku.

      Wprawdzie porozrywane i porozrzucane,

      ale to u nich na porządku dziennym.

      HIGHWAY ACCIDENT

      They still don't know

      what happened on the highway

      half an hour ago.

      On their watches

      it's just the same old time,

      afternoonish, Thursdayish, September.

      Someone is draining macaroni.

      Someone is raking leaves.

      Squealing children race around the table.

      Someone's cat deigns to be patted.

      Someone is crying—

      as always when bad Diego

      betrays Juanita on TV.

      Someone is knocking—

      nothing, the neighbor with a borrowed frying pan.

      A phone rings deep in the apartment—

      just telemarketing for now.

      If someone were to stand at the window

      and look out at the sky,

      he might catch sight of clouds

      drifting over from the accident.

      Torn and tattered, to be sure,

      but that's business as usual for them.

      NAZAJUTRZ—BEZ NAS

      Poranek spodziewany jest chłodny i mglisty.

      Od zachodu

      zaczną przemieszczać się deszczowe chmury.

      Widoczność będzie'słaba.

      Szosy śliskie.

      Stopniowo, w ciągu dnia,

      pod wpływem klina wyżowego od północy

      możl
    iwe już lokalne przejaśnienia.

      Jednak przy wietrze silnym i zmiennym w porywach

      mogą wystąpić burze.

      W nocy

      rozpogodzenie prawie w całym kraju,

      tylko na południowym wschodzie

      niewykluczone opady.

      Temperatura znacznie się obniży,

      za to ciśnienie wzrośnie.

      Kolejny dzień

      zapowiada się słonecznie,

      choć tym, co ciągle żyją

      przyda się jeszcze parasol.

      THE DAY AFTER—WITHOUT US

      The morning is expected to be cool and foggy.

      Rainclouds

      will move in from the west.

      Poor visibility.

      Slick highways.

      Gradually as the day progresses

      high pressure fronts from the north

      make local sunshine likely.

      Due to winds, though, sometimes strong and gusty,

      sun may give way to storms.

      At night

      clearing across the country,

      with a slight chance of precipitation

      only in the southeast.

      Temperatures will drop sharply,

      while barometric readings rise.

      The next day

      promises to be sunny,

      although those still living

      should bring umbrellas.

      ZDARZENIE

      Niebo, ziemia, poranek,

      godzina ósma piętnaście.

      Spokój i cisza

      w pożółkłych trawach sawanny.

      W oddali hebanowiec

      o liściach zawsze zielonych

      1 rozłożystych korzeniach.

      Wtem jakieś zakłócenie błogiego bezruchu.

      Dwie chcące żyć istoty zerwane do biegu.

      To antylopa w gwałtownej ucieczce,

      a za nią lwica zziajana i głodna.

      Szanse ich obu są chwilowo równe.

      Pewną nawet przewagę ma uciekająca.

      I gdyby nie ten korzeń,

      co sterczy spod ziemi,

      gdyby nie to potknięcie

      jednego z czterech kopytek,

      gdyby nie ćwierć sekundy

      zachwianego rytmu,

      z czego korzysta lwica

      jednym długim skokiem—

      Na pytanie kto winien

      nic, tylko milczenie.

      Niewinne niebo, circulus coelestis.

      Niewinna terra nutrix, ziemia żywicielka.

      Niewinny tempus fugitivum, czas.

      Niewinna antylopa, gazella dorcas.

      Niewinna lwica, leo massaicus.

      AN OCCURRENCE

      Sky, earth, morning,

      the time is eight fifteen.

      Peace and quiet

      in the savanna's yellowed grass.

      An ebony tree in the distance

      with evergreen leaves

      and spreading roots.

      A sudden uproar in the blissful stillness.

      Two creatures who want to live suddenly bolt.

      An antelope in violent flight,

      a breathless hungry lioness behind her.

      Their chances are equal for the moment.

      The antelope may even have the edge.

      And if not for the root

      that thrusts from the ground,

      if not for the stumble

      of one of four hooves,

      if not for the split second

      of disrupted rhythm

      that the lioness seizes

      with one prolonged leap—

      On the question of guilt,

      nothing, only silence.

      Thesky, circulus coelestis, is innocent.

      Terra nutrix, breadwinner earth, is innocent.

      Tempus fugitivum, time, is innocent.

      Thea ntelope, gazella dorcas, is innocent.

      Theli oness, leo massaicus, is innocent.

      Niewinny hebanowiec, diospyros mespiliformis.

      I obserwator z lornetką przy oczach,

      w takich, jak ten, przypadkach

      homo sapiens innocens.

      The ebony tree, diospyros mespiliformis, is innocent.

      And the observer who watches through binoculars

      is, in such instances,

      homo sapiens innocens.

      WYWIAD Z ATROPOS

      Pani Atropos?

      Zgadza się, to ja.

      Z trzech córek Konieczności

      ma Pani w świecie opinię najgorszą.

      Gruba przesada, moja ty poetko.

      Kloto przędzie nić życia,

      ale ta nić jest wątła,

      nietrudno ją przeciąć.

      Lachezis prętem wyznacza jej długość.

      To nie są niewiniątka.

      A jednak w rękach Pani są nożyce.

      Skoro są, to robię z nich użytek.

      Widzę, że nawet teraz, kiedy rozmawiamy...

      Jestem pracoholiczką, taką mam naturę.

      Czy nie czuje się Pani zmęczona, znudzona,

      senna przynajmniej nocą? Nie, naprawdę nie?

      Bez urlopów, weekendów, świętowania świąt,

      czy choćby małych przerw na papierosa?

      Byłyby zaległości, a tego nie lubię.

      Niepojęta gorliwość.

      I znikąd dowodów uznania,

      AN INTERVIEW WITH ATROPOS

      Madame Atropos?

      That's correct.

      Of Necessity's three daughters,

      you fare the worst in world opinion.

      A gross exaggeration, my dear poet.

      Clotho spins the thread of life,

      but the thread is delicate

      and easily cut.

      Lachesis determines its length with her rod.

      They are no angels.

      Still, you, madame, hold the scissors.

      And since I do, I put them to good use.

      I see that even as we speak...

      I'm a Type A, that's my nature.

      You don't get bored or tired,

      maybe drowsy working nights? Really, not the slightest?

      With no holidays, vacations, weekends,

      no quick breaks for cigarettes?

      We'd fall behind, I don't like that.

      Such breathtaking industry.

      But you're not given commendations,

      nagród, wyróżnień, pucharów, orderów?

      Bodaj dyplomów oprawionych w ramki?

      Jak u fryzjera? Dziękuję uprzejmie.

      Czy ktoś Pani pomaga, jeśli tak to kto?

      Niezły paradoks—właśnie wy, śmiertelni.

      Dyktatorzy przeróżni, fanatycy liczni.

      Choć nie ja ich popędzam.

      Sami się garną do dzieła.

      Pewnie i wojny muszą Panią cieszyć,

      bo duża z nich wyręka.

      Cieszyć? Nie znam takiego uczucia.

      I nie ja do nich wzywam,

      nie ja kieruję ich biegiem.

      Ale przyznaję: głównie dzięki nim

      mogę być na bieżąco.

      Nie szkoda Pani nitek przeciętych zbyt krótko?

      Bardziej krótko, mniej krótko—

      to tylko dla was różnica.

      A gdyby ktoś silniejszy chciał pozbyć się Pani

      i spróbował odesłać na emeryturę?

      Nie zrozumiałam. Wyrażaj się jaśniej.

      Spytam inaczej: ma Pani Zwierzchnika?

      orders, trophies, cups, awards?

      Maybe just a framed diploma?

      Like at the hairdresser's? No, thank you.

      Who, if anyone, assists you?

      A tidy little paradox—you mortals.

      Assorted dictators, untold fanatics.

      Not that they need me to nudge them.

      They're eager to get down to work.

      Wars must surely make you happy,

      what with all the extra help you get.

      Happy? I don't know the feeling.

      I'm not the one who declares them,

      I'm not the on
    e who steers their course.

      I will admit, though, that I'm grateful,

      they do serve to keep me au courant.

      You're not sorry for the threads cut short?

      A little shorter, a lot shorter—

      Only you perceive the difference.

      And if someone stronger wanted to relieve you,

      tried to make you take retirement?

      I don't follow. Express yourself more clearly.

      I'll try once more: do you have a Higher-Up?

      ...Proszę o jakieś następne pytanie.

      Nie mam już innych.

     


    Prev Next
Online Read Free Novel Copyright 2016 - 2026